Slideshow

Chwila cierpliwości...

Tam, gdzie wzrok się gubi

Irlandia to kieszonkowy kraj. Wszytko na wyciągnięcie ręki. Wszystko malutkie. Przyzwyczajeni do innych przestrzeni usiłujemy się na nowo uczyć oceniania tego, co blisko, a co daleko. Wiele zależy od chmur. Ale nie tylko. Nasze drzewa są duże. Tutaj (o ile w ogóle) są małe. Kiedy więc oceniamy odległość nieustanie się gubimy. To co za oknem wydaje się być z pół kilometra dalej nagle się przeskalowuje, zaraz po tym jak na widnokręgu pojawi się człowiek. Jest tuż obok.Wzrok nam się również pogubił na klifach, gdzie niebo zlewa się z morzem.





Plaża, wietrzna plaża

Podróżowanie liniami ekonomicznymi niezwykle pomaga rozwijać systemowe pakowanie. Przygotowanie się na "cztery pory roku codziennie" - jak nas uprzedzono - stanowiło lekkie wyzwanie, ale skończyło się na trzech małych kabinówkach i to z prezentami i przesyłkami dla rodziny włącznie.

Odpowiednia kombinacja mniej lub bardziej wiatro- i wodoszczelnych warstw zapewniła nam zupełny komfort na szarej od chmur plaży. Wystarczyło nam ubrań, żeby móc przebrać przemoczone dzieci (bynajmniej nie od deszczu a od polowania na skarby po kostki w wodzie), brudne dzieci (chodzenie na skróty do parku), potłuczone dzieci (skok na twarz z bagażnika samochodu). 

Bagaż ograniczyliśmy zapobiegliwie - spodziewając się wielu znalezisk. Po pierwszym dniu pobytu zapowiada się ostra selekcja skarbów przed wylotem. Albo trzeba będzie dokupywać dodatkowe kilogramy u przewoźnika.

Tak się zaczynało...

Przygoda na wyspie

Dzieci pakowały się przez tydzień. Pożyczone od ciocoi Kasi walizki intensywnie były pakowane, po czym ładowane na "pokład" w salonie, na kanapie. Mama musiała do znudzenia powtarzać ćwiczenia ratunkowe w zastępstwie stewardesy po czym żegnać pasażerów lądujących w Dheli, w Londynie, Moskwie czy gdzie tam jeszcze Maxowi i Melace wydaje się, że chcieliby lecieć.
Wreszcie przyszedł upragniony dzień. Walizki zamiast na kanapie zostały złożone w prawdziwych lukach bagażowych, a dzięki turbulencjom podczas podróży "na prawdę" można było przećwiczyć zapinanie i rozpinanie pasów. Masek tlenowych nie było - co za zawód.

Irlandia powitała nas zupełnie nie w irlandzkim stylu - ciepłym wiatrem i pogodnym niebem. I jeszcze te tłumy Polaków wokół - Mamo, ale czy my na pewno jesteśmy za granicą? - pytał podejrzliwie Max?

Szok kulturowy






Z Nomadami na Polesiu

Wakacje już się kończyły, kiedy wreszcie udało się nam dalej ruszyć. Kierunek wschód, a dokładniej Poleski Park Narodowy. Bo nie za daleko, bo pusto, bo dziko, a na dodatek na miejscu czekała na nas ekipa poznana przez Klub Nomadów.
Dwie noce pod namiotem, trzy dni spędzone na wędrówkach przez bagna, na rowerach i z wiosłem w dłoni. Biorąc pod uwagę że na sam koniec efektownie wypadliśmy z kajaka, wyjazd pozostanie w naszej pamięci na długo. I już czekamy na kolejny wypad pod hasłem Wędrówek Nomadów.



Wolny, choć dzieciaty

- Nie wychodzę, bo mam dzieci - powtarzane jak mantara. Fakt, kiedy się jest rodzicem bez zaplecza niani, z pracującą babcią, siostrą w zimnych krajach za morzem, łatwo nie jest. Ale, że się nie da? Ależ skąd!
My uwielbiamy wychodzic. Zwłaszcza w letnie wieczory. Wielką przyjemność sprawia nam szlajanie się po mieście (w innych niż nasza szerokościach geograficznych zwykle tętniącym życiem), wdychanie zapachu rozgrzanych chodników, słuchanie szumu parków, który wreszcie można usłyszeć. Oglądanie znanych a nierozpoznawanych nocą miejsc.
Ale, żeby móc wychodzić na nocne włóczegi, trzeba się jakoś organizować. My zabieramy nasze dzieci ze sobą. Jak? Oto jedno z rozwiązań;)




ps. na codzień NIE UŻYWAMY wózków;)