Slideshow
Chwila cierpliwości...
Pępek świata
Że niby świat jest kulą? Z
perspektywy naszego nowego lokum trudno nam w to uwierzyć. Po kilku
miesiącach od przeprowadzki, z racji zasiedzenia, zaczynamy rozumieć
centryczne poostrzeganie świata naszych pra, pra, pra....przodków.
Centrum świata jest tu gdzie my. Granice naszej codzienności maja
wyraźne, groźne krawędzie, za którymi czyha na nas nieprzyjazna
kipiel miasta z jednej strony, i ruchliwe ciągi komunikacyjne z
drugiej. Mimo pozostawania w granicach stolicy nasze wyprawy do
centrum są wyprawami „do MIASTA”. Na szczęście nie często tam
wędrujemy. Trafiła nam się okolica gdzie wszystko jest na
wyciągnięcie ręki, albo ściślej -nogi. W zasadzie samochód
zamieniliśmy na rower czy piesze wędrówki. Wszędzie blisko: do
codziennych obowiązków, do lasu, na mikrowyprawy.
Na szczęście jak nas już wreszcie
przyciśnie potrzeba zmiany krajobrazu niemal za płotem czeka ją
bramy do wielkiego świata: lądem autostrada, powietrzem lotnisko. A
za nią czeka prowokacyjne Nieznane. Czego chcieć więcej?
![]() |
| Zrowerowani |
Czas rozprostować kości
Jeżeli nie udało nam się kupić biletów jesienią, zima staje się dla nas bardzo długa. W tym roku wyjątkowo długa. Nasza tegoroczna wędrówka była totalna - z malowaniem dwóch mieszkań i przerzucaniem 200 pudeł łącznie. Na nowe. Trochę czasu zajęło nam oswojenie znanych-nieznanych kątów. Wreszcie nadszedł dzień, kiedy wyszło słońce za w końcu powieszonymi zasłonami. I wyciągnęło nas na świat. Z nadzieją, że znajdziemy jakieś dowody na to, że zima już długo się nie utrzyma.
![]() |
| Znane-nieznane |
Dokąd w 2014?
Podróż z założenia, w wersji
słownikowej, powinna się łączyć z dalekim celem, do którego
dotarcie zabiera mnóstwo energii i czasu. Żadnych konkretów ile
trzeba być w drodze, jak daleko zajść, żeby podróż podróżą
być mogła. Mamy też komplikacje cywilizacyjne: w dzisiejszych
czasach szybciej można dolecieć samolotem na inny kontynent niż na
kraniec Polski. Czyli co, 1,5 godziny w komfortowym fotelu zamiast
zdartych stóp i wycieńczenia wielodniowa wędrówka przekreśla
szanse na mino podróżnika?
Pytania z teorii podróżowania naszły
nas nagle w związku z naszą największą jak do tej pory akcją
pakowania się. Z pierwszego wspólnego mieszkania, które było
startem dla naszych podróży, przenosimy się kilka ulic dalej, rzut
beretem, by zacząć nowe życie.
Pierwsza uwaga: dużo łatwiej jest
odlecieć na koniec świata z dobytkiem mieszczącym się w dwóch
plecakach niż kilometr-dwa od domu z siedmioma latami zapakowanymi w
sterty kartonu. Czy naprawdę potrzebujemy tego wszystkiego?
Uwaga druga: przeprowadzka i podróż
mają ze sobą wiele wspólnego. Szykując się do wypraw (i to nie
ważne czy do Indii na miesiąc czy na kilka godzin pod Warszawę)
staramy się upraszczać potrzeby, ułatwiać sobie życie, żeby móc
bez zbędnych bagaży, ale jednocześnie z poczuciem bezpieczeństwa,
poznawać NOWE.
Okazuje się, że ze zmianą
mieszkania jest tak samo. Zastanawiamy się, co naprawdę jest dla
nas ważne na co dzień, jak chcemy żyć, czego nam do tej pory
brakowało – wszystko po to, żeby móc zacząć nowy etap w naszym
życiu bez zbędnych obciążeń. Co na prawdę nas czeka w nowym
miejscu wiemy tylko z grubsza. Mamy wiele domysłów, życzeń i
mnóstwo znaków zapytania, które z czasem wypełnia nasze przygody
pod nowym adresem.
Rok 2013 był dla nas odkryciem
mikro-wypraw, przedefiniowania terminów związanych z podróżowaniem.
Nie udało się nam dojechać do Turcji, nie pokazaliśmy dzieciom
Londynu, nie dolecieliśmy do Jordanii. Odkryliśmy za to na nowo
polska wieś, zaraziliśmy Maxa i Melakę koczowniczym stylem życia
pod namiotami, oswoiliśmy z kajakami.
W 2014 roku nie planujemy. Idziemy na
żywioł. Na jakość a nie ilość (liczoną kilometrami czy
odwiedzonymi miejscami). Ale cichutko nadal marzymy żeby udało się
kolejny raz wrócić do Indii po dwóch latach przerwy.
Beżowi na Narodowym
Szykując się do wyjazdów w dalekie kraje zastanawiamy się, co najgorszego może nam się przydarzyć
na miejscu. Nie chodzi o masochistyczna przyjemność stresowania się na zapas, ale wypracowanie
zasad, przygotowanie się na to, co może nas spotkać. Szczerze mówiąc, takie logistyczne ćwiczenia
sprawiają nam wielka radość. Zwykle są to czysto teoretyczne rozważania, ale czasami trafi
nam się możliwość testowania naszych rozwiązań w terenie.
Stadion Narodowy marzył nam się od dłuższego czasu. Mijając biało-czerwony koszyk nad Wisłą
dzieciaki zawsze pytały co to jest i kiedy tam pójdziemy. I stało się. Dzięki portalowi czasdzieci.pl
mogliśmy wziąć udział w Warszawskich Targach Turystycznych. Założenie było takie: jako Klub
Nomadów stoimy, zachęcamy, odpowiadamy na pytania. Łatwe, miłe i przyjemne. Dzieci zostały
poinformowane o zasadach:
- nie oddalamy się bez „odmeldowania”
- jeżeli nawet, to na odległość wzroku
- bez „odmeldowania” z nikim nie wolno im odejść z naszego stanowiska
Tyle teorii. W praktyce staliśmy, rozmawialiśmy i zezowaliśmy na Maxa i Melakę. Ale wystarczyło
jedno mrugnięcie, żeby w którymś momencie dzieci zniknęły. Nie odeszły daleko. Nie zdążyły się
nawet przestraszyć. Ale dzięki temu udało nam się dostrzec luki systemowe, które w podróży mogłyby
nam co najmniej przyspieszyć akcje serca, a nawet doprowadzić do dramatu.
![]() |
| Ostatnie przygotowania do "dyżuru" |
![]() |
| Woooooow! Możemy tam wejść? |
![]() |
| Ludzie? jacy ludzie? Mnie tam zwisa i powiewa. |
Subskrybuj:
Posty (Atom)





