Slideshow

Chwila cierpliwości...

Pierwsze moczenie wioseł

Nareszcie! Po wielu godzinach gadania, mądrzenia się, zapewnania co to nie my, wreszcie udało nam się dotrzeć nad rzeką i zwodować dzieci. A dokładiej - wsadzić je w kajaki.
Dzięki uprzejmości naszych przyjaciół dotarliśmy nad Biebrzę, a dokładniej do Biebrzańskiego Parku Narodowego, gdzie dane nam było po raz pierwszy rodzinnie zmoczyć wiosła.
Pełnym sukcesem tego nie nazwiemy. Dzieci co prawda dzielnie spłynęły dwa razy rzeką, ale po wielkim fochu i na śpiocha. Zamykały oczy pięć minut po odbiciu od brzegu a budziły się kiedy tylko usłyszały szum traw lub piasku pod dziobem Kajka. 
Za to my mogliśmy w ciszy (to niezwykłe doznanie przy Maxie i Melace) podziwiać malownicze rozlewiska Biebrzy. 



Kajaki kajakami, ale jeść coś trzeba.

Beżowi w Klubie Nomadów

Ostatnio dzięki Klubowi Nomadów organizującemu pokazy zdjęć rodzin podróżujących z dziećmi, mieliśmy możliwość pokazania kilku slajdów i podzielenia się opowieściami z Indii. Mini galerię można znaleźć tutaj.

Sprzedawca orzeszków - Udaipur.

Indyjskie wspomnienia



Happy Journey - napis na brązowych paczkach z pościelą rozdawanych w pociągach.

Stało się! Po trzech miesiącach leżakowania w pudle nasze indyjskie zbiory buchnęły wreszcie zapachem odbytej niedawno podróży. Zapachniało przyprawami, niezapomnianą wonią indyjskich kolei. Zagrał szelest stosu ulotek, opakowań, biletów, grzechot kamyczków, żetonów, gałązek skrupulatnie zbieranych w Indiach. Z pudła wyskoczyły wymieszane wspomnienia z New Dheli, Rishikeshu, McLeod Ganj i Udajpuru. Cały stół kuchenny pokryła indyjska mozaika, która miała zmniejszyć się wkrótce do ramki czekającej na ścianie.

Fragment całości - w środku wycinek z indyjskiego leku dla dzieci który zarazem należy chronić przed dziećmi.


Alex wycinał, kleił, wzdychał, że tyle musi odłożyć, wściekał się, że czegoś nie może znaleźć, a coś nie pasuje. W międzyczasie misternie ułożone stosiki rozrzucał kot, przekładała Melka, oglądał na wszystkie strony Max. jednym słowem cała rodzina miała zabawę i przyczynek do rozmów o naszej wyprawie.

Zbieramy wszystko, torebeczki po cukrze, monety, druczki, liście, mapy - wszystko potem jest wykorzystane.


Wreszcie Indie 2012 zajęły zarezerwowane już dawno miejsce obok Indii 2008 i 2006. Konkluzja: kolory Indii są takie same, bez względu na czas i szerokość geograficzną. I te północne, centralne i południowe toną w beżach zdobionych soczystymi kolorami.

Karteczka na dole to hasło do Wi-Fi w takiej właśnie formie podawane hotelowym gościom, po uzyskaniu karteczki zaczynała się zabawa z odczytaniem co tam jest napisane.


Kolaż zrobiliśmy w ramach przygotowań do pokazu naszych zdjęć. 30 grudnia na spotkaniu Klubu Nomadów opowiemy i pokażemy co widzieliśmy, kogo spotkaliśmy i jak to wpłynęło na Indie jakie znaliśmy zanim zostaliśmy rodzicami. Bez obaw – z pewnością nie będzie to kopia naszego bloga. 

Beżowi & Bus


30 grudnia 2012 16.00
Między niebem a ziemią – wędrując z dziećmi przez Indie Północne
Pokaz slajdów w ramach Klubu Nomadów
Klubokawiarnia Klub Podróżnik Warszawa

Cały kolaż z tegorocznej wyprawy

Skrawki z podróży

Bilety, rachunki, foldery, mapki, odręczne rysunki, opakowania, etykiety - sterty kawałków papieru, czasem skrawków tkanin czy zasuszonych roślin to produkt uboczny naszych podróży. Oprócz zdjęć i notatek to istotny sposób pakowania wypraw we wspomnieniach. Nawet po kilku latach kolorowe wycinki przypominają nam miejsca, wydarzenia, ludzi. Czasami trzymają jeszcze zapach wspominanych chwil. W każdym razie aromaty Indii znaleźliśmy na nowo w pudle z 2006 roku, kiedy to po raz pierwszy wylądowaliśmy w New Delhi. Fajnie było na nowo odnaleźć je po sześciu latach.
Jedyny problem z szeleszczącymi pamiątkami to miejsce, jakie zajmują. Sterty makulatury rozrastają się z roku na rok, niebezpiecznie piętrzą się grożąc lawiną odległych obrazów. 

Zwykłe śmieci w niezwykłej oprawie.

Indie z dziećmi – must see

Na bieżąco trudno jest ocenić, co tak naprawdę nas zachwyca. Dopiero z dystansu kilku tysięcy kilometrów, grzebiąc we wspomnieniach przywiezionych znad Gangesu, uświadomiliśmy sobie, gdzie naprawdę byliśmy szczęśliwi, co nas najbardziej zachwyciło czy oczarowało. Zatem przedstawiamy subiektywną listę „must see” z naszej ostatniej podrózy. Krótko mówiąc: co spośród wszystkich miejsc, jakie dane nam było odwiedzić, zapadło nam najbardziej w pamięć.

Rishikesh – Absolutny Nr 1. Przyznany za: przepiękne, zalesione góry wokół świętego miasta, wspaniałą atmosferę miejsca pielgrzymkowego, niezapomniane chwile spędzona nad strumieniem (podobno w okolicy jest więcej takich miejsc), olbrzymi taras, który da tyle radości dzieciom i plany fotograficzne non-stop.

Ghaty w Rishikeshu o zmroku a w tle idące spać góry.